logo cyfrowa gospodarka na granatowym tle

Twórca w cieniu algorytmów

Twórca w cieniu algorytmów
Twórca w cieniu algorytmówINFOR PL SA / Fot. borys skrzyński
dzisiaj, 02:00
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Szybki rozwój generatywnych modeli stawia sektor kreatywny przed wyzwaniami prawnymi, ekonomicznymi i etycznymi. O konsekwencjach oraz przyszłości kultury i twórców rozmawiali uczestnicy dyskusji w redakcji DGP.

Punktem wyjścia do debaty „Twórca wobec sztucznej inteligencji. Jak AI zmienia zasady rynku kreatywnego?” była odpowiedź na pytanie, czy sztuczna inteligencja stanowi dla twórców wsparcie, czy bezpośrednią konkurencję. Zofia Domaradzka, kompozytorka muzyki do gier wideo i mediów, zauważyła, że rynek technologiczny w pierwszej kolejności promuje rozwiązania najbardziej widowiskowe.

c5ed0fea-7ceb-4a98-830f-39f6b8e93514-39277694.jpg

– Wydaje mi się, że to jest coś, czym najłatwiej zaimponować inwestorom, bardziej niż np. zaprezentowaniem narzędzia, które usprawnia workflow kompozytorom – oceniła, wskazując na aplikacje generujące całe utwory na podstawie pojedynczego promptu.

Wyraziła jednak nadzieję, że z czasem uwaga przeniesie się na programy wspomagające twórców w powtarzalnych zadaniach bez ingerencji w myśl twórczą.

Do tej opinii przychylił się dr hab. Rafał Kasprzak, profesor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, wskazując, że obecne systemy generatywne nie są w stanie w pełni zastąpić ludzkiej wyobraźni.

– Domniemywam, że będziemy mieć do czynienia ze zjawiskiem takim jak twórca symbiotyczny, który użyje tej technologii do nudnych, czasochłonnych i żmudnych rzeczy – dodał.

Niskie bariery wejścia to niższe ceny

Uczestnicy dyskusji poruszyli temat realiów ekonomicznych. Zwrócili uwagę na problem karmienia modeli dorobkiem artystów, którzy nie czerpią z tego tytułu zysków, a jednocześnie borykają się z malejącym popytem na swoje usługi. W branżach kreatywnych od zawsze panuje asymetria, wielu drobnych twórców ledwo utrzymuje się na powierzchni, inaczej niż nieliczne jednostki wybitne. Wprowadzenie AI ten stan rzeczy dodatkowo komplikuje.

Profesor Kasprzak zauważył, że przełom technologiczny oznacza drastyczne obniżenie barier wejścia.

– Kiedyś tworzenie było zarezerwowane dla osób z iskrą bożą. Dzisiaj może być ona subsydiowana dobrze napisanym promptem. Skoro rozszerzy się dostęp, nastąpi typowa reakcja rynku, czyli spadnie cena produktu. Potencjalni autorzy mogą zarabiać jeszcze mniej, bo konsument nie będzie gotowy zapłacić wysokiej marży za coś, co może sobie sam zapromptować – wskazał.

Maciej Janik, adwokat Stowarzyszenia Autorów ZAIKS, zwrócił uwagę na problem definiowania sukcesu rynkowego. Osoby zarabiające najwięcej niekoniecznie reprezentują najwyższą wartość artystyczną.

– Bardzo często ci, którzy z trudem wiążą koniec z końcem, dostarczają element innowacyjny. Wielu uznawanych dziś poetów umierało w przytułkach. Najlepsi komercyjnie najchętniej korzystają z repetytywnych możliwości AI, podczas gdy twórcy artystycznie interesujący stają przed dylematem – opisywał.

Zaznaczył, że nie każdy wytwór jest utworem w rozumieniu prawa autorskiego.

– To pojęcie zarezerwowane dla człowieka. To, co wytworzy on za pomocą AI, może być sztuką, prowokować do myślenia, ale nie będzie utworem podlegającym ochronie, jeśli zabraknie kontroli twórczej. Jeżeli traktujemy AI jak pędzel i panujemy nad procesem, ochrona może przysługiwać. Jeśli tylko zlecamy generatorowi zrobienie kołysanki za pomocą słownej instrukcji, powstały materiał utworem nie jest – wytłumaczył.

Kluczowa kwestia zgody

W debacie mówiono o podstawach, na których zbudowano potęgę największych platform.

– Firmy technologiczne bazują na pewnego rodzaju przemocy ekonomicznej. Grzech pierworodny sztucznej inteligencji polega na tym, że została wykarmiona na cudzej twórczości i jest wynikiem kradzieży. To z nią pozostanie, chyba że deweloperzy przyjdą po licencje – zaznaczył Maciej Janik.

Odniósł się także do pytania o roszczenia finansowe, wyjaśniając, że organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi nie dążą obecnie do ustanowienia prostych opłat kompensacyjnych.

– Wprowadzenie prawa do wynagrodzenia bywa formą kompromisu sankcjonującą wcześniejsze naruszenia. My chcemy uznania zasady, że trenowanie modeli wymagało uprzedniej zgody autorów – powiedział.

Zofia Domaradzka przytoczyła casus firmy Suno, która pod presją wytwórni wycofała starsze rozwiązania i wydała nowy model, trenowany na materiałach licencjonowanych. Jak jednak zauważyła, ten model trenował również na utworach z poprzednich wersji, a więc pośrednio znowu bazował na muzyce pozyskanej bezprawnie.

Maciej Janik dodał, że porozumienia wielkich wytwórni z platformami technologicznymi przypominają historię serwisów streamingowych, kiedy to obiecywano demokratyzację i wyeliminowanie pośredników, a ostatecznie to koncerny czerpią główne zyski, podczas gdy twórcy otrzymują głodowe stawki.

Uczestnicy dyskusji opowiedzieli o słabych stronach procedury opt-out, czyli formalnego zastrzeżenia praw przeciwko eksploracji tekstów i danych. Zofia Domaradzka wskazała, że artyści oddający dzieła wytwórniom nie wiedzieli, iż oznacza to zgodę na trening AI.

– Wrzucając prywatne filmy na wiodącą platformę wideo, domyślnie godzimy się na trenowanie modeli – zauważyła.

Profesor Kasprzak określił to mianem paradoksu siły negocjacyjnej – drobny twórca musi się dostosować, bo brak zgody oznacza funkcjonowanie poza rynkiem.

Maciej Janik przyznał, że mechanizm opt-out opiera się na przepisach tworzonych w innej epoce, lecz jego stosowanie jest koniecznym krokiem strategicznym.

– ZAiKS złożył takie zastrzeżenie w imieniu reprezentowanych twórców. Gdybyśmy tego nie zrobili, firmy technologiczne natychmiast zasłoniłyby się wyjątkiem prawnym – dodał.

Poinformował również, że resort kultury nie planuje obecnie przełomowych kroków legislacyjnych w prawie autorskim, oczekując na rozstrzygnięcia Komisji Europejskiej dokonującej przeglądu dyrektywy DSM po rezolucji Parlamentu Europejskiego.

Rynkowe straty i perspektywy

W debacie padły konkretne szacunki dotyczące strat sektora kreatywnego. Maciej Janik powołał się m.in. na analizy Międzynarodowej Konfederacji Stowarzyszeń Autorów i Kompozytorów CISAC, z których wynika, że do 2028 r. branże nieaudiowizualne mogą stracić ponad 20 proc. przychodów, a w przypadku tłumaczy czy autorów muzyki tła spadki przekroczą 50 proc.

Zofia Domaradzka uzupełniła ten obraz danymi ze streamingu. Jak dodała, do 40 proc. uploadów kierowanych na platformy muzyczne stanowiły utwory stworzone przez AI, a boty sztucznej inteligencji sztucznie nabijały im odtworzenia, generując zyski kosztem prawdziwych artystów.

Uczestnicy dyskusji ocenili również mechanizmy znakowania treści. Zofia Domaradzka uznała oznaczanie za szansę na świadomy wybór konsumentów, podając przykład platformy Steam, na której gry oznaczone jako wykorzystujące AI notują niższe zasięgi. Profesor Rafał Kasprzak podszedł do tej kwestii sceptycznie. Przedstawiciel świata nauki ocenił, że big techy wdrożą znaki wodne głównie po to, by chronić własne wygenerowane zasoby przed zawłaszczeniem przez ludzi. Przedstawiciel ZAiKS przypomniał z kolei, że znakowanie projektowano przede wszystkim jako barierę przeciw dezinformacji i deepfake’om politycznym, a nie jako tarczę dla artystów.

Co dalej? Profesor Rafał Kasprzak porównał obecny boom do dawnych obaw przed drukiem, radiem czy internetem.

– Jesteśmy w fazie przypływu, po którym przyjdzie odpływ i znużenie syntetycznymi treściami. Rynek się ustabilizuje, choć regulator musi wesprzeć słabszych uczestników – spuentował.

PAO

95c02b8d-1ee2-4cf5-a01b-06d25efe7759-39277697.jpg
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

logo cyfrowa gospodarka na granatowym tle

STRATEGIA AI 2030

AI W ŚWIECIE TWÓRCÓW

CZŁOWIEK W ERZE AI

FINANSE W ERZE AI