
Podziały powodują, że zostajemy z tyłu w globalnym technologicznym wyścigu – uważa Piotr Mieczkowski, dyrektor zarządzający Fundacji Digital Poland.
Polskie AI, czy AI rozwijane w Polsce? Na co by pan postawił?

Postawiłbym na AI rozwijane w Europie. Polska jest przecież członkiem Unii Europejskiej. Możemy tworzyć pewne modele, wesprzeć polski język, który notabene powstaje w ramach konsorcjum naukowego PLLuM (Polish Large Language Model). Jest też efekt oddolnego działania społeczności, czyli Bielik. Jednak jako pojedynczy kraj nie mamy szans ze Stanami Zjednoczonymi czy z Chinami. Powinniśmy się jednoczyć i Komisja Europejska podejmuje takie działania. Jest np. plan oferowania start-upom i środowisku naukowemu mocy obliczeniowej. Nazywa się AI Factory, fabryka sztucznej inteligencji. Niektórym kojarzy się z produkcją, ale tak naprawdę chodzi o moc obliczeniową dla algorytmów. Następną kwestią w tym kontekście są dane pozwalające je wytrenować.
Chiny czy Stany Zjednoczone obecnie są znacznie wyżej niż Europa w rozwoju sztucznej inteligencji, więc powinniśmy korzystać z ich rozwiązań, ale mieć również własne. Chodzi też o bezpieczeństwo, w pewnych obszarach nie powinniśmy np. korzystać z chmur zagranicznych.
Unii Europejskiej zarzuca się, że jest zbyt powolna, za długo podejmuje decyzje.
Problemy zostały dobrze zdiagnozowane. Mamy trzy raporty: Mario Draghiego, byłego szefa Europejskiego Banku Centralnego, na temat konkurencyjności, Enrico Letty o jednolitym rynku oraz Sauliego Niinistö, dotyczący cyberbezpieczeństwa. Nasza odpowiedź powinna być jedna na wyzwania technologiczne: budowa jednolitego rynku cyfrowego oraz przede wszystkim finansowego.
Główna przewaga Stanów Zjednoczonych nie polega na tym, że tam są lepsi inżynierowie, naukowcy itd.
…wielu z nich jest z Polski…
Dokładnie tak. Przewagę Stanom daje kapitał. Wiele spółek amerykańskich czy przedsięwzięć, takich jak Uber czy chmura Google, było nierentownych przez lata, nawet dziesięciolecia. Który prezes spółki giełdowej w Polsce mógłby powiedzieć, że przez pięć lat będzie ponosił ryzyko i przynosił straty? W Unii Europejskiej brakuje venture capital, który miałby finansowanie z systemu emerytalnego albo z wielkich funduszy. Raport Draghiego rekomenduje scalenie kapitałów i przekierowanie przynajmniej pewnego fragmentu na bardziej ryzykowne aktywa, takie jak rozwój sztucznej inteligencji.
Naszym problemem nie są regulacje, jak słynny AI Act. Przecież przed nim też brakowało wdrożeń sztucznej inteligencji. Historycznie w Europie start-upy były finansowane przez sektor bankowy, a ten ma problem np. z własnością intelektualną czy danymi. Dla niego nie mają one często wartości, nie są aktywem pod zastaw.
Amerykański sektor technologiczny był finansowany głównie przez agresywne fundusze wysokiego ryzyka. Jeśli tak będzie w Europie, możemy mierzyć wysoko.
Tylko często jest tak, że ten wspólny rynek i integracja są fajne, gdy to moje firmy mogą wejść na twój rynek, jeśli jednak jest odwrotnie…
W prezentacji otwierającej Forum Gospodarcze TIME, dr Jarosław Tworóg wymienił nacjonalizmy jako jeden z czynników hamujących jednolity rynek cyfrowy. W Stanach Zjednoczonych mamy trzech–czterech operatorów, AT&T, Verizon, T-Mobile US. W Chinach mamy trzech, typu China Mobile czy Unicom. W Japonii jest kilku, podobnie w Korei Południowej. W Europie mamy ich ponad 70, a jak policzymy hurtowych, to pewnie ponad 100.
Są co prawda obawy w mniejszych krajach, że konsolidować będą ci duzi. Trzeba zrobić podobnie, jak w przypadku Airbusa, czyli powiedzieć sobie, kto za co odpowiada. To dotyczy również innych kwestii, takich jak obronność – nawiasem mówiąc, możemy mieć technologie podwójnego zastosowania z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Europa przegrywa nie dlatego, że ma złe pomysły dotyczące uzbrojenia. Przegrywa, bo istnieją krajowe nacjonalizmy, objawiające się np. w przetargach, które wygrywają firmy z organizującego je kraju. Kluczem jest przełamanie tego.
W Europie potrafimy się zjednoczyć, kiedy jest kryzys. Tak było ze strefą euro w 2012 r., gdy mówiono, że wobec bankructwa Grecji, Portugalii, może się ona rozpaść. Mario Draghi powiedział wtedy słynne „whatever it takes” będziemy finansować oraz skupować dług grecki. I euro przetrwało, a nawet się wzmocniło.
Rozmawiał Szymon Glonek. Not. KR
